twa kora ratowała setki istnień
nie pytał nikt, jak zdzieranie kory boli
gdy łamią twe gałązki, nie bronisz się kolcami
oddajesz życiodajne soki – oddajesz tym, co łamią
szumisz łagodnie, blask słońca rozsypujesz liśćmi
twój widok budzi radość, twój cień to odpoczynek
tak delikatna i samotna jesteś
nad brzegiem drogi, którą pędzą ludzie
kruche gałązki sypią się jak śnieg
lecz żaden wiatr nie złamie twej pogody
choć pień spróchniały rozsypie się na proch
i zapomniane będzie miejsce, w którym rosłaś
twą pamięć przetrwa ziarno twej nauki
bez wielkich słów, w codziennym szumie liści
dawać się łamać raczej
a nie łamać innych
śmiechem słonecznym
szumem cichych listków
gasić złość
oddawać siebie
trwać na wieczność w salicynie