„Wierzę, iż miłość mężczyzny dla kobiety nie powinna być alfą i omegą ludzkiego istnienia, że ugiąć się, złamać się pod nią może tylko człowiek słaby, albo taki, któremu ona zastąpić musiała wszystko: czyn, ideę, sławę.”
(Eliza Orzeszkowa „W klatce”)
„Głęboko umiłowana i dobrze pojęta praca posiada w sobie takie źródła spokoju i szczęścia, o jakich i wyobrażenia nie mają ci, co się jej wyrzekli.”
(Eliza Orzeszkowa „Kilka słów o kobietach”)
Niesłusznym jest u kobiety żądanie, by być kochaną jedynie i wyłącznie, by miłość mężczyzny do niej była całym jego życiem, jedynym celem i sensem tego życia, jedynym zainteresowaniem i jedynym źródłem szczęścia. Można oczekiwać tego tylko od takiego mężczyzny, który poza zabawą i zarabianiem dla tworzenia sobie i swojej rodzinie wygodnego życia nie ma innych celów i ideałów. Jeżeli celem czyjegoś życia są pieniądze, nowe zabawki, spokój i piwko przed telewizorem, to zastąpienie tych celów miłością jest, owszem, wartościową zmianą. Ale ile warta jest miłość takiego człowieka?
Są jednak również mężczyźni, którzy nie żyją tylko dla kochanej kobiety, choć też nie żyją dla pieniędzy, spokoju ani zabawy. Tacy mężczyźni, których szanuję, podziwiam i uwielbiam, wizjonerzy lepszej przyszłości nie dla siebie, ale dla świata, dla społeczeństwa, idealiści wprowadzający swe ukochane idee w czyn, tytani żmudnej, cichej, codziennej pracy dla innych, nie mogą rzucać wszystkiego, by poświęcać czas na romantyczne spacery i mnożenie czułych słówek. Nie mają czasu nawet dla samych siebie, a gdyby zrezygnowali z kilku godzin pracy lub nauki dla pójścia na mecz albo na ryby, mogłoby to im dać najwyżej przejściową przyjemność, szybko stłumioną przez niezadowolenie z siebie i wyrzuty sumienia za ten czas zmarnowany na głupstwa, czas, który należał się innym ludziom, potrzebującym ich pracy, ich pomocy.
Mimo to są szczęśliwi, i to szczęściem głębszym i pełniejszym niż dają rozrywki, przyjemności, hobby, a nawet… miłość. Wytrwała i pilna praca, o której sensowności i użyteczności są głęboko przekonani, daje nieosiągalną w inny sposób równowagę wewnętrzną, spokój sumienia i zadowolenie z dobrze przeżytego dnia, roku, życia… Najbardziej szczęśliwym, radosnym i spokojnym ze wszystkich ludzi, których znam, jest człowiek najmniej myślący o sobie, traktujący siebie jako narzędzie do urzeczywistniania idei, której celem jest dobro innych. Człowiek o tak silnym poczuciu współodpowiedzialności za proporcje między dobrem a złem, nie może czuć się szczęśliwy nie czyniąc dobra, bo jest wciąż świadomy ogromu zła, które bezczynnością się karmi.
Taki mężczyzna nie oddaje, i nie może oddawać, większości swego czasu i myśli kobiecie, nawet najbardziej przez siebie kochanej. Nie oznacza to, że kocha mniej, słabiej, że mniej pragnie, mniej tęskni, mniej potrzebuje miłości albo że mniej szczęścia i cierpienia daje mu miłość niż innym. Miłość do kobiety jest jednak również pewnym rodzajem egoizmu, osobistego interesu, nad który zawsze będzie przedkładał cele społeczne.
Kobieta, która pokocha takiego mężczyznę, musi pojąć, że nie może być uwielbianą i rozpieszczaną księżniczką, że jej rolą jest wspierać mężczyznę, pracować razem z nim, tworzyć dla niego cichą, ciepłą przystań. Jeżeli kocha się idealistę, trzeba też kochać i rozumieć jego ideały.
Nie wyobrażam sobie mojego życia jako życia „kury domowej”, poświęcającej większość czasu, sił, myśli i troski sprawom gospodarskim, utrzymywaniu domu, karmieniu i ubieraniu męża i dzieci. Moim ideałem życia jest samotne mieszkanko z dala od ludzi, pełne tylko moich książek i moich myśli. Niezależność finansowa, emocjonalna i intelektualna jest mi niezbędna jak powietrze do oddychania. Wiem jednak, że mogłabym poświęcić tę niezależność bez żalu dla takiego człowieka, czynnego idealisty, społecznika żyjącego dla innych. Ale tylko dla niego.
Wyraz czułości i wdzięczności w oczach takiego mężczyzny, w przelocie, gdy biegnie dalej do swojej Pracy, wart jest znacznie więcej od zasypywania komplementami, kwiatami i pocałunkami przez kogoś, kto… nie ma nic innego do roboty.